Studia
Dostałam plan na najbliższy semestr. Nie mogę niestety powiedzieć bym była zadowolona. Dwa przykłady:
- zajęcia w niedzielę od 8 (przez co muszę przyjechać już w sobotę)
- zajęcia w piątek i niedzielę (dzięki czemu w sobotę zakiszę się w schronisku)
Ciański zol... Plan jeszcze ma się zmienić, ale gorąco wierzę, że nie na gorsze. Przedmiotów mam sześć i nie mam pojęcia ile z nich znajdzie się na egzaminie. Poza wstępem do psychologii i socjologii pojawiły się elementy filozofii, j.angielski, demografia społeczna i (o zgrozo!) technologia informacyjna. Odkąd pamiętam NIGDY nie lubiłam tych zajęć... W gimnazjum umiałam więcej od nauczyciela, w liceum nauczyciel umiał tylko zlecać zadania, z którymi sam miał de facto niejaki problem... aż się boję co będzie teraz. Wszechobecne komputery mnie dobijają. Jestem w sumie kaleką pod tym kątem... gdyby nie to, że zdażyło mi się mieć za "męża" informatyka to nie wiedziałabym ani o istnieniu Linuxa ani jogerra. Ale cóż, mąż mnie zostawił, nie mam się dla kogo starać, więc wróciłam do Windowsa i gg. Zarzekałam się, że nigdy tego nie zrobię. Niestety człowiek ma w sobie bardzo mało pokładów samomotywacji :P
