Koncert
Graliśmy dzisiaj w Blachowni w ramach Jurajskiego Natarcia. Mała imprezka, chociaż pewnie później będzie sporo osób. Gra Nefre a zaraz po nich Cała Góra Barwinków. Nie zostałam na koncercie. Nie chciało mi się. Ostro ćwiczę na saksie, a poza tym obiecałam psu spacer (nie śmiejcie się ze mnie!:) Sam koncert? Cienko. Problemy z nagłośnieniem niesamowite. Był wiatr, a co za tym idzie, przepotworne sprzężenia. Akustyk to jakiś typowy amator ze świetnym sprzętem. Jak to podsumował Robert, gitarzysta: gitarę za 8 czy 10 tysięcy też można sobie kupić, tylko że potem wystawia się je na Allegro za bezcen, bo się nie umie grać... I bywa tak niestety. Ważniak nad ważniakami, ale nagłośnić nie potrafi. To przykre. Opieprzyli nas od góry do dołu, więc jestem zła. Bardzo fajnie za to zachował się Dziki, bo przyjął nas miło, pogadał, załatwił parę rzeczy, chętnie pomógł. Spoko (buziacki, buziacki krejzole!! :P). Myślę, że znacznie lepiej by nam poszło gdyby nie te sprzężenia. Bo jak tu zaśpiewać piosenkę akompaniowaną w dużej mierze przez bas jeśli się go nie słyszy? No cóż, dość narzekania. W poniedziałek nowy saksofon - jestem zachwycona! To będzie już mój własny :D

Kruszynko, wiatr a sprzężenia to dwie niezależne sprawy;P