Hm...

Moje niepowodzenie w sferze nauki staram sobie jakoś wynagrodzić. Już od dawna wiedziałam, że nie nadaje się na dobre studia :)
Wczoraj miałam pierwsze zajęcia z saxem. Jak to zwykle na pierwszych lekcjach bywa nawet go nie dotknęłam. Przed 30 minut bawiłam się z ustnikiem. Masakra. A jak potem usta bolą... Tak czy siak dzisiaj już spędziłam z przerwami jakieś półtorej godziny nad tym tematem i w sumie udało mi się już opanować zadęcie. Teraz tylko kwestia ćwiczeń żebym we wtorek mogła powoli poznawać nuty i takie tam. Dostałam nawet kalendarz i propozycję - będę grać w orkiestrze, a jeśli jednak okaże się, że i w tej kwestii jestem głąbem to będę śpiewać. Cóż, zawsze to jest jakaś forma zapłaty... :)
Jestem dobrej myśli. Teraz tylko szukam instrumentu, który mogłabym sobie kupić, bo niestety obecny mam tylko na jakiś czas. Podejrzewam zresztą, że bardzo krótki,,,

KOMENTARZE:

snufkin | 09 maja 2007, 12:40:43

Grałem swego czasu na flecie prostym (całe 5 lat!), kwestia mozolnych ćwiczeń ;)

BTW, marzyłem i chyba nawet cały czas marzy mi się nauka gry na saksofonie... :) ewentualnie trąbce.

DODAJ KOMENTARZ: