Hm...
Moje niepowodzenie w sferze nauki staram sobie jakoś wynagrodzić. Już od dawna wiedziałam, że nie nadaje się na dobre studia :)
Wczoraj miałam pierwsze zajęcia z saxem. Jak to zwykle na pierwszych lekcjach bywa nawet go nie dotknęłam. Przed 30 minut bawiłam się z ustnikiem. Masakra. A jak potem usta bolą... Tak czy siak dzisiaj już spędziłam z przerwami jakieś półtorej godziny nad tym tematem i w sumie udało mi się już opanować zadęcie. Teraz tylko kwestia ćwiczeń żebym we wtorek mogła powoli poznawać nuty i takie tam. Dostałam nawet kalendarz i propozycję - będę grać w orkiestrze, a jeśli jednak okaże się, że i w tej kwestii jestem głąbem to będę śpiewać. Cóż, zawsze to jest jakaś forma zapłaty... :)
Jestem dobrej myśli. Teraz tylko szukam instrumentu, który mogłabym sobie kupić, bo niestety obecny mam tylko na jakiś czas. Podejrzewam zresztą, że bardzo krótki,,,

Grałem swego czasu na flecie prostym (całe 5 lat!), kwestia mozolnych ćwiczeń ;)
BTW, marzyłem i chyba nawet cały czas marzy mi się nauka gry na saksofonie... :) ewentualnie trąbce.