Wypadek

Same nieszczęścia ostatnio. Byłam z moją wariatką na spacerze. Zaatakował ją jakiś pies. Ma szramy na pysku, o mało nie odgryzł jej nosa. Było mnóstwo krwi i pisku... Przerażające... Na szczęście dwa domy dalej jacyś państwo rozmawiali ze znajomymi, pomogli mi bardzo. Jestem mega beznadziejna. Nawet psem się nie potrafię zaopiekować. W mordę! Jest z nami zaledwie dwa tygodnie, a już nie ma nosa! Kurwa!

:)

16 czerwca w Częstochowie odbywa się Noc Kulturalna. Zapraszam serdecznie. O 22 w Cafe Belg śpiewam ja! ;)

Rekrutacja

TO jest dopiero jazda! Z czterech uniwersytetów udało mi się zarejestrować jedynie na Śląski:
- na stronie UJ nie podoba im się moja przeglądarka, więc muszę jechać do mamy
- UWroc. i AJD zaczynają rejestrację dopiero w czerwcu i to w połowie!
Masakra z kremem...

Acha, pies ma się dobrze. Już nie wymiotuje (pisałam o tym?), bo dostała leki na robale. Wczoraj nawet udało mi się ją wykąpać. Była bardzo grzeczna, ale jak ją puściłam wytarzała się natychmiast w piachu i sprawę trzeba było powtórzyć. Zabawa przednia :)

:)

Mam już całkowite luzy. Wszystkie matury za sobą, teraz tylko kwestia wyczekania na wyniki pisemnych. Muszę się zacząć mocno przygotowywać do koncertu - jest już 16 czerwca... nie mogę się doczekać! Na razie mamy tylko utwory z koncertu walentynkowego, ale do tego teraz będziemy dokładać nowości. Powinno pójść fajnie. Miejsce dobrze znam, więc się tak bardzo nie denerwuję. Wierzę, że będzie okek :)

Matura 2007 - język polski, ustny (II)

Ekhm... 100% :)

Matura 2007 - język polski, ustny (I)

Jutro czeka mnie polski. Stresuję się niesamowicie. Najśmieszniejsze jest to, że w sumie egzamin ten nie liczy się nigdzie, a jednak jakoś najbardziej mi na nim zależy. To jest chyba kwestia jakiejś chorej ambicji. Temat mam już przygotowany, powoli się go uczę. Uznałam, że nie ma sensu wkuwać słowa po słowie, raczej pracuję z samym konspektem i cytatami. Gdyby było trochę więcej czasu...

...

Bardzo nie lubię odkrywać hipokryzji w ludziach, których cenię. Bardzo nie lubię się zawodzić. Bardzo nie lubię, gdy spotyka mnie to po raz kolejny. Bardzo nie lubię... w ogóle nie lubię ludzi. Co i rusz się zawodzę, a skoro bywa to tak często jest to pewnie w dużej mierze moja wina. Nie lubię odkrywać, że to jest moja wina. Tylko czy zawsze jest moja, a jeśli tak to w całości? Nie lubię w całości. I nie lubię nie lubi(e)ć.

Są jednak też chwile ostatnio bardzo miłe. Przygotowuję się doustnej z polskiego, dzięki czemu mogę z lubością zatopić się w opracowaniach nt. Tolkiena i jego twórczości. Jedyne czego załuję to to, że mam tak malo czasu na prezentację i że za pno zaczęłam. Myślę, że gdybym miała jakieś dwa tygodnie to mogłabym przygotować coś NAPRAWDĘ dobrego. Konspekt był robiony w ciemno przez co trochę mnie teraz krępuje, ale luz. Z tym też sobie poradzę. Jakoś :)

Drugą miłą sprawą jest to, że w szkole nas docenili. Dostaniemy prezenty za to, że się tak "męczyliśmy" przez trzy lata i nieustannie byliśmy w pogotowiu gdy trzeba było śpiewać, grać, wymyślać, pomagać, itd... To bardzo miłe jest. Naprawdę, bardzo, bardzo :)

Nauka gry na saksofonie idzie mi coraz lepiej. Miałam wczoraj drugą lekcję. Nadal muszę jednak popracować nad zdęciem, dlatego dzisiaj co jakiś czas, podczas przerw w czytaniu wpadam do toalety i gram przed lustrem. Odpoczywam. Jest fajnie.

Po polskim będę miała zakończone matury. Cieszę się. Bałam się przeokrutnie, ale w gruncie rzeczy nie poszło mi aż tak źle, jestem zadowolona. I jestem dobrej myśli.

3 plusy przeciw 1 minusowi - robię postępy :D

Matura 2007 - język angielski, ustny

Nie będę się bardzo rozpisywać. Zdałam na 95%, poziom rozszerzony. Mogło być lepiej, ale i mogło być znacznie gorzej. Powiedzmy, ze jestem usatysfakcjonowana.

Piesek i placki z twarożkiem...

Cóż... zostałam tymczasową właścicielką prześlicznego jamniczka. So sweet ^^
Przybłąkał się do nas i jako, że w najbliższym otoczeniu nie mogłam znaleźć jego właściciela (nikt się nie chciał do biedaka przyznać) został u mnie. Wymościłam mu karton szmatkami jak umiałam najlepiej i jutro będziemy się poważnie zastanawiać co dalej. Na pewno wywiesimy ogłoszenia, ale czy to coś pomoże? Zobaczymy. W sumie... zawsze chciałam mieć psa... :)
Jeśli natomiast chodzi o tytułowe placki - mama zrobiła pyszne cosie na wzór pancakes z twarożkiem. Super! A jaka zabawa przy pieczeniu! Szybko zapomniałam o wczorajszej przygodzie i zdobyłam supremację nad pieczeniem :P
Acha, co do ręki. Jest znacznie lepiej: pozostało mi znamię, ale myślę, że jest tymczasowe. Mogę już ruszać chwytać przedmioty. Tylko boli jeszcze przy dotyku, gdy smaruje kremem żeby byłą nawilżona. Paskudne miejsce - akurat zgięcie pomiędzy kciukiem a palcem wskazującym. Reszta szybko się zagoiła. Dobre i to. Dałam sobie spokój chwilkę z saksofonem, grałam niewiele, bo bolało ale myślę, że już jutro wrócę do wzmożonych wysiłków. Nauczyłam się już grać "Janosika" :D

@ Dzieciak: :*

Wypadek

Poparzyłam się... jak na razie jedną rękę mam niesprawną...

Matura 2007 - historia muzyki (II)

Napisałam maturę... Teraz sprawdziłam. Cóż, z pierwszego arkusza mam jakieś... 3 punkty. Ale nie spodziewałam się wiecej. Nic nie zrobiłam, żeby poszło mi lepiej. Drugi arkusz, opierający się na analizie utworów uznaję za całkiem udany. Trzecim natomiast, byłam zachwycona. Mogłam nawiązać do średniowiecza i renesansu - epok, które umiem w sużym stopniu oraz do pieśni, a jako, że z muzyką woklaną mam dużo do czynienia... co tu dużo mówić. Jak na taką pracę to wyniki powinny być doskonałe ;)

Matura 2007 - historia muzyki (I)

Dzisiaj czeka mnie jazda! Właściwie idę tylko po to, by nie mieć zapisane, że na egzaminie się niestawiłam. Mamę już poinstruowałam co do mojej decyzji. Wie, że nie ma co liczyć na więcej niż 20%. A gdybym tak dostała 30%... nie byłoby wstydu - bo to teoretycznie zdana matura jest. Co i tak nie obowiązuje przedmiotów dodatkowych :)
Luz, jest dobrze. Saksofon mi służy!

Hm...

Moje niepowodzenie w sferze nauki staram sobie jakoś wynagrodzić. Już od dawna wiedziałam, że nie nadaje się na dobre studia :)
Wczoraj miałam pierwsze zajęcia z saxem. Jak to zwykle na pierwszych lekcjach bywa nawet go nie dotknęłam. Przed 30 minut bawiłam się z ustnikiem. Masakra. A jak potem usta bolą... Tak czy siak dzisiaj już spędziłam z przerwami jakieś półtorej godziny nad tym tematem i w sumie udało mi się już opanować zadęcie. Teraz tylko kwestia ćwiczeń żebym we wtorek mogła powoli poznawać nuty i takie tam. Dostałam nawet kalendarz i propozycję - będę grać w orkiestrze, a jeśli jednak okaże się, że i w tej kwestii jestem głąbem to będę śpiewać. Cóż, zawsze to jest jakaś forma zapłaty... :)
Jestem dobrej myśli. Teraz tylko szukam instrumentu, który mogłabym sobie kupić, bo niestety obecny mam tylko na jakiś czas. Podejrzewam zresztą, że bardzo krótki,,,

Matura 2007 - WOS

Arkusze były proste. Rzekłabym, że nawet badrdzo-bardzo, a pod latarnią zawsze najciemniej. Jakby to powiedzieć... Nienawidzę siebie...

Matura 2007 - język angielski

Jak by to powiedzieć... jest dobra i zła wiadomość...
Zła: mam 2/5 pkt z gramatyki i nie wiem jak mi poszło wypracowanie.
Dobra: 26/27 pkt z drugiego arkusza!
Nie mogę powiedzieć żebym nie była zadowolona. Uważam, że wyniki są całkiem przywoite, zwłaszcza drugi arkusz. Teraz wszystko zależy od wypracowania. Pewne mam 56%, a każdy następny punkt zwiększa wynik o 2%. Poszło mi znacznie lepiej niż z polskiego. Przynajmniej tak mi się wydaje... :)

Chór

Wykasowano mnie z forum. Dlaczego? Bo nie utrzymuję kontaktu z chórem. Dlaczego? Bo nie śpiewałam na koncercie. Dlaczego nie śpiewałam? Bo mam matury. Wniosek: nie zasługuję na to, by nadal mieć szansę śpiewać po wszystkim. Jest mi przykro, bo z zespołem zżyłam się bardzo. A decyzji jak nie rozumiałam, tak nie rozumiem. Ludzie potrafią kopnąć w dupę. Nadal mam miękkie serce... No nic. Umówiłam się jutro z koleżanką, odbieram saksofon - zajmę się grą. Zbliżają się też koncerty. Niekoniecznie muszę śpiewać w tym chórze. Tylko... wydawało mi się, że akurat Ci ludzie są fair. Bardzo fair. Teraz już nie jestem pewna :(

Przygotowania

Miałam dzisiaj ambicję wstać sobie spokojnie wcześniej i pouczyć trochę. Nie wyszło:) Spałam do 12 co mi się nie zdarza. Rzadko ostatnio udaje mi sie dospać przynajmniej do 9 - czyżby mój organizm się wk*** i postanowił zrobić zapasy? W przyszłym tygodniu mam trzy egzaminy. Angielski i WOS powinien przejść bez większych komplikacji (mam nadzieję, że nie są to tylko złudne życzenia), co do historii muzyki... ekhm... od olimpiady nie zajrzałam do książki... A to znaczy, że nie mam wygórowanych ambicji co do tego przedmiotu. W sumie to nawet nie jestem pewna czy dostanę 30%... Skoro nie jest mi potrzebny do niczego, nie sprawia że obleję maturę to jakoś tak... zaniedbałam go kosmicznie. Teraz się to na mnie odbije. Skończę grubo przed czasem. Mam tylko nadzieję, że chociaż temat wypracowania będzie w miarę logiczny żebym mogła pomarkować trochę i napisać stronę... może nawet dwie... dużym pismem :)

Matura 2007 - język polski

Porażka. Było strasznie i okropnie i w ogóle do d...pupy. Jestem przerażona moją nikłą, marną wiedzą, której jak na złość nawet nie umiałam odpowiednio wykorzystać. Nawet test nie poszedł mi tak dobrze jak sądziłam. Wszystko zależy teraz od interpretacji sprawdzającego - jeśli trafię na niemyślącego imbecyla to mam szansę zdać słabo, jeśli na osobę myślącą samodzielnie to trochę lepiej. Jestem maksymalnie zła na siebie. Stać mnie na więcej... W poniedziałek angielski. Się okaże... ;/