:P
Ostatnio mam jakoś wyjątkowo dużego pecha... okradli mnie, przeżyłam parę większych kłótni i rozstań, organizm nie pracuje jak powinien, szkoła się skończyła... Jakoś tak... ja wiem? Nie-tak-jak-być-powinno...
Ostatnio mam jakoś wyjątkowo dużego pecha... okradli mnie, przeżyłam parę większych kłótni i rozstań, organizm nie pracuje jak powinien, szkoła się skończyła... Jakoś tak... ja wiem? Nie-tak-jak-być-powinno...
"~ bo im bardziej Puchatek zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było..."
Czuję się pusta w środku... Jak bańka mydlana.
I jeszcze jedno: "Jeśli zechcesz odejść ode mnie pamiętaj o uśmiechu"... łza...
Dzisiaj stwoerdziłam, że pojęcie prawdziwego przyjaciela nie istnieje. Zostało stworzone na potrzeby radia i telewizji. Prędzej czy później wszystko się wali. Tak samo miłość prawdziwa. No i na sam koniec: NIE jest możliwe choćby utrzymanie kontaktu z byłym adoratorem. Dzisiaj dobitnie się o tym przekonałam - po raz n-ty. Wypada sobie to wbić teraz do łepetyny.
Myślę, że jestem z siebie dumna. W sumie... jestem :) Dla zainteresowanych przedstawiam wyniki:
j. polski: dobry
j. angielski: dobry
j. francuski: celujący
historia: bardzo dobry
wos: celujący
matematyka: dobry
fizyka: dobry
informatyka: dobry
chemia: dobry
biologia: dostateczny
geografia: bardzo dobry
pp: bardzo dobry
po: bardzo dobry
wok: celujący
wf: zwolniona
--------
komunikowanie: celujący
religia/etyka: bardzo dobry
średnia: ok. 4.6 (nigdy nie mogę być pewna moich obliczeń:)
Teraz już tylko matura... potem nareszcie zajmę się saksofonem... o ile cały plan wypali. Ale ciii... o tym dopiero jak się uda :D
Byłam wczoraj na koncercie rozpoczynającym trzydniowy festiwal. Przyciągnęło mnie nazwisko Gershwina na plakacie. Nie mogłam sobie darować, chociaż bilety drogie... 25zł. Zawsze mi żal na nasza Filharmonię...
Koncert dwuczęściowy:
I. Filharmonia Częstochowska - "Uwertura kubańska", suita z "Porgy and Bess", "Błękitna rapsodia"
Im dalej tym było lepiej. Na "Rapsodię" zaproszony został jeden z lepszych pianistów jazzowych, Andrzej Jagodziński. Grał doskonale. Na bis podał Chopina w interpretacji jazzowej. Lepsze od Możdżera ;)
II. Siergiej Wowkotrub Project
Zaprosił muzyków z filharmonii, Five o'clock orchestra i oczywiście swojego trio. Zachwycające. Grał na czterech strunach skrzypiec jednocześnie, Daniel grał na kontrabasie, talerzach i śpiewał w tym samym czasie! Poza tym okazało się, że Siergiej jest też niezłym saksofonistą. Parę niezłych popisówek, a przede wszystkim: naprawdę dobra muzyka. Głównie standardy jazzowe, świetnie to brzmiało.
I wiecie co wam powiem? Po raz pierwszy po koncercie nie żałowałam wydanych pieniędzy. Było super...
Po całej mocy przeróżnych badań nareszcie wróciłam do szkoły. W sumie to nie na długo bo w przyszły piątek mamy już zakończenie roku. C'est la vie. Myślałam, że będę odpowiadać ze wszystkich możliwych przedmiotów, a w ostatecznym rozrachunku wszyscy kazali mi przyjść na jutro. Wyrok odroczony :)
Byłam wczoraj na rezonansie magnetycznym. Dzisiaj idę na kolejny, bo nie mogą mi zrobić dwóch kolan na raz... PIeprzenie. Buczy to przeokrutnie. Wczoraj wyszłam z bólem głowy i sporym helikopterem. Masakryczne przeżycie, naprawdę. Odebrałam wyniki badań krwi - wszystko jest w normie. Dzisiaj są wyniki wymazu z gardła i tu może być odpowiedź na moją chorobę. Jeśli nie, to czeka mnie spirometria. Internista polecił badanie alergiczne z krwi - nierefundowane, 250 zł. Chyba wolę cherlać!!
Jutro zaliczam też parę przedmiotów: polski, wos, historia, francuski... Piszę wypracowania, pytania, wszystko co zaległe. Idzie nieźle. Spokojnie sobie poradzę. Poza tym, do szkoły chodzi się trzy lata. Jakąś opinię wśród nauczycieli zebrałam, myślę, że żaden mnie nie zasadzi.
Powoli wraca mi też dobry humor. Trochę to trwało, ale jestem już zmęczona nieustannymi badaniami i masą leków. Za miesiąc będę już wolna i szczęśliwa jechać do Karkoszczonki. Tym razem sama. Dopiero 4 dni później dojedzie do mnie Andrzej. Chwilka samotności chyba mocno mi się przyda. Pochodzę po górach... super! No i koncert... zaraz po maturach zaczynam pracę żeby wypadł jak najlepiej. Szykuje się trochę dobrej muzyki - mam taką nadzieję. A do tego w piątek jest w filharmonii "Błękitna Rapsodia" Gershwina! Już nie mogę się doczekać... Ech,,, jazz :D
Majenka bierze udział w nowym konkursie. Tytuł roboczy: co Ci jest? Konkurs sponsorowany przez częstochowskie laboratoria.
Nagroda główna: gruźlica
Nagrody pocieszenia: astma oskrzelowa lub silna alergia. Rozstrzygnięcie zawodów już w ten wtorek!
Trzyma się mnie dzisiaj czarny humor... ale byłam na bardzo sympatycznym spacerze z siostrą. Spotkałam nawet mojego "braciszka". Nie rozmawiałam z nim jakieś trzy lata... miło. Trzeba sie spotkać :) A teraz, jak nie mogę, bardzo się mnie czepia myśl, że mam ochotę na piwko. Albo lampkę wina. Praktycznie nie piłam przed chorobą i nie było to uciążliwe. Teraz jest bardzo... Wrr...
Świętuje Bashem :) :
jadę sobie autobusem wchodzi taka laska blondynka, śliczne, niebieskie oczka spojarzała się na mnie, ja na nią, uśmiechnęła się od mnie, ja do niej szkoda, że miała 4 latka
Teraz czas na podziękowania - prawie jak na Oscarach:
- Lc - za wspomnienia
- snufkinowi - za wieczną pamięć i gotowość do rozwiania wątpliwości
- Andrzejowi - za to, że nic nie mówi tylko gra
- Madzi B. - za to. że jest głupia baba!:)
Prawie robi wielką różnicę :P
Dostałam od pulmunologa stertę badań do zrobienia... i okazało się, że mam zrosty w płucach po zapaleniu płuc. Jak to miło się dowiedzieć, że człowiek chorował po spustoszeniach jakie zostały w organizmie... Jutro rano idę po skierowanie na badania i heyah na morfologie i inne zboczeństwa... nienawidzę lekarzy ;/
Byłam na prześwietleniu: pojedyncza płytka pozapalnej niedodmy w prawym płucu. Poza tym wszystko gra. Lekarz powiedział, że w zasadzie nic mi nie jest i skoro mam kaszel, a leki mi nie pomagają to on już nie wie co ze mną zrobić. Dostałam skierowanie do pulmunologa i będę się dalej bawić u niego. Powoli robi się to nudne. Miałam dwa dni zwolnienia. Jutro idę do szkoły po to żeby znowu nie pojawić się w poniedziałek i wtorek(rezonans magnetycznuy kolan). Zadziwiające jest to jak działa polska opieka medyczna. Im dłużej jestem chora tym bardziej się boję, naprawdę! Źeby zrobić rezonans kolan potrzebuję aż dwóch wizyt - każdą na jedno kolano. Nie wiem z czego to wynika, ale kompletnie tego nie rozumiem. Śmieszne...
Za 21 dni będę pisać maturę. Powoli zbieram się do tego żeby zacząć się znowu uczyć. Najbardziej przeszkadzają mi w tym szkolne zaległości, mam ich całkiem sporo. Jakieś 5 klasówek, 3 wypracowania i 200 pytań na wos i historię... Wszystko muszę zrobić dzisiaj - czeka mnie pracowity dzień :)
Trzymajcie kciuki!
Niestety spóźnione, ale jednak bardzo szczere: życzę moim kochanym czytelnikom (w rekordowej liczbie 1, w porywach do dwóch) wszystkiego co najlepsze, zdrowia, miłości i takich tam ;)
Nie pisałam wcześniej z racji kolejnej choroby - tym razem trafiło na grypę jelitową/żołądkową(nie jestem pewna co udało mi się podłapać). Dzisiaj u lekarza, przy okazji kolejnych leków dostałam też skierowanie na prześwietlenie płuc i jutro będę prawdopodobnie skierowana do pulmunologa. Hmm.. Jak by to powiedzieć... Kurwa!
Wybrałam się wczoraj do naszej wspaniałej Filharmonii Częstochowskiej. Zwykle tego nie robię z racji przekonania, iż jest to rasowe samobójstwo. Nie zawiodłam się w sumie i tym razem. Warto jednak opisać ten cyrk. Zaserwowano trzy utwory - "Stabat Mater" Vivaldiego, "Etiuda b-moll op.4 nr 3" i "Stabat Mater op.53" Szymanowskiego.
Przyznam się szczerze, że zwabił mnie utwór nr. ! i to tylko dlatego, że sama miałam śpiewać go na egzaminie. Utwór oryginalnie pisany na alt wykonany został przez kontratenora. Nieczysto. Niewyrażnie. Bez emocji. Z problemami oddechowymi. Nie żebym była jakaś świetna i znała się na tym jak nikt inny, ale jednak halo... człowiek, który skończyl Akademię Muzyczną powinien sobą coś reprezentować. Zawiodłam się przeokrutnie.
"Etiuda" poszła nieco lepiej(to już wykonanie czysto instrumentalne). Nie przepadam za Szymanowskim, ale ta mi się podobała. Jak na naszą Filharmonię wykonanie przyzwoite.
"Stabat" wyszło zdecydowanie najlepiej z całej trójki. Sopran-alt-beryton. Z tego grona do gustu najbardziej przypadł mi alt. Właściwie to nawet mi się bardzo podobało jak zaśpiewała. Sopran wyeksponował "kozę"(cytując koleżankę). Chór się zgubił wiedziony na barykady przez panią sopran.
Hmm... dużo wpadek. Koncert mało emocjonujący. I w ogóle do bani. Właściwie to wykonanie "Stabat Mater" Szymanowskiego ratuje przed nazwaniem go totalnym nieporozumieniem. Teraz mogę powiedzieć 'marny'.
Fragment ulotki informacyjnej:
"Tetrazepam może wywołać uzależnienie. Już w przypadku codziennego podawania leku przez kilka tygodni możliwe jest wystąpienie uzależnienia. Dotyczy to nie tylko nadużywania leku w dużych dawkach,(...).Należy unikać leczenia orzez okres powyżej 4 tygodni.(...) Podczas odstawianie leku po dłuższym jego stosowaniu mogą wystąpić objawy niepokoju, zaburzenia snu, stany lękowe, czasem dopiero po kilku dniach. Są to objawy odstawienne, które ustępują z reguły po upływie 2 do 3 tygodni."
Ekhm, nie wiedziałam, że lek który przyzwyczaja = lek silnie uzależniający! Wczoraj zauważyłyśmy pewną zależność -> nie było leku w domu, bolała mnie szczęka aż do stanu płaczu(znaczy, że bardzo). Mama przywiozła mi lek i na sam widok tego co piszą w ulotce mi przeszło :) Cóż, bardzo dobrze pomagał, ale chyba nie mogę sobie pozwolić na takie szaleństwo. Poprzedni lekarz nie uprzedził mnie, że to jest aż tak mocne. Przynajmniej przez 20 dni miałam całkowity spokój i komfort, bo nie czułam ani grama bólu. Cudowne uczucie, będzie trzeba jednak wrócić do stanu poprzedniego. Lek będzie tylko na "specjalne" okazje...