Choroba
Jest jak rzep u psiego ogona. Jak się już ją złapie to trzeba się namęczyć żeby się pozbyć. Sprawdzałam kiedy ostatni raz byłam w szkole: 28 lutego. Ot, przedłużone wakacje. Do tej pory nie wiem co mi jest. Wczoraj dostałam zastrzyki. Zaczęłam chodzić też na rehabilitację (w sprawie kolan i zanikniętej chrzęści). Jest fajnie. Jutro idę do szkoły i w sumie boję się jak cholera. Jak się do mnie dorwą to nie zostawią suchej nitki. Ostatni semestr trwa od lutego do kwietnia, czyli nie było mnie 1/3 semestru w szkole. fakt, w ciągu tego czasu zrobiłam więcej niż oni, ale... hm... chyba mi tego nie uwzględnią.
Zastanawiam się, czy nie iść na studia zaoczne. Jeden z kolejnych pomysłów na poradzenie sobie z zyciem. Mogłabym iść na wymarzoną SWPS. I pomóc mamie. Zero wyrzutów sumienia. Przecież ja sobie nie daruję tego, że zostawię ją tu samą! Nie darowałabym. Tak mi się wydaje. Poza tym, nie oszukujmy się - jestem przerażona faktem, że miałabym zamieszkać w obcym mieście. Sama. I sama sobie radzić. SAMA. Nie, chyba nie chcę. Podobają mi się studia zaoczne. Czy to jest pójście na łatwiznę?

Nie. Nie jest pójściem na łatwiznę. Każda droga jest słuszna, trzeba wybrać tą bardziej słuszną... a to nie jest takie łatwe.