Learning & co.
Choroba chyba dodała mi sił. Dzisiaj caluteńki dzień (z niewielkimi wyjątkami) spędziłam na nauce WOSu, a im dłużej się uczę tym bardziej mi sie podoba. Chciałam to przenieść na historię muzyki, ale nie podziałało. Chyba mam tymczasową nabytą awersję do tego przedmiotu z racji przebytej olimpiady. A matura się zbliża. Nie ma co dyskutować, trzeba się uczyć!
Ostatnie moje decyzje życiowe wprawiają mnie w dobry humor. Powoli wychodzę na prostą i przestaję się interesować błahostkami. Dobre wspomnienia schowałam głęboko w kieszeń żeby ich nie zgubić, a i móc obejrzeć gdy będę tego potrzebowała. O złych zapominam. Skutecznie. Pomagają mi też osoby postronne, zwłaszcze Andrew i Madzia B. która nawet nie wie, że właśnie o niej piszę... Wpis bardzo optymistyczny, bo tylko to mi zostaje przy kolejnym zapaleniu pęcherza i dróg oddechowych --> 2w1 - jak head&shoulders :P

"dobry humor"...
"na prostą"...
"nie zgubić"...
"optymistyczny"...
i tak trzymać ^^