olimpiada
Stało się. Do dzisiaj wierzyłam, że czas stoi w miejscu i wcale nie będę musiała wsiadać do pociągu o 6:31 zmierzającego do Katowic. Niestety, muszę. Wszystko mam przygotowane, podręcznik do historii muzyki na samym wierzchu (może jednak się jeszcze trochę pouczę?), a pod nim stos płyt (może jeszcze trochę posłucham?). Właśnie uzupełniam notatki dotyczące tamatu własnego (chóralistyka częstochowska: collegium cantorum). Trzymajcie kciuki!
