POCZĄTEK
Jak to zwykle po świętach bywa zaczął się tradycyjny tydzień
szkolny. Jak to zwykle w moim przypadku bywa pierwsza lekcja
okazała się nieporozumieniem - dwója na wstępie - tak na
ochłodzenie stosunków. Jak to zwykle bywa (już po raz trzeci!)
nadzieja na pokojowy polski też ujawniła się jako zawodna - pani
nie przyjęła moich prac. Dobrze, że zajęcia z historii i próba koją
wszystkie nerwy, szczególnie te skołatane...
W ciągu miesiąca czeka mnie dziesięć dni w szkole. To nie jest
dużo, a zaległości po takiej przerwie mogą być (i będą)
ogromne...
[Ocho, włącza się czerwona lampka - miałam się nie smucić
dzisiaj...]
Próba okazała się tradycyjnie wyczerpująca, ale i
satysfakcjonująca, nawet moje czterdziesto-pięcio-minutowe
spóźnienie okazało się sukcesem... W weekend koniecznie muszę się
nauczyć na pamięć tekstów cerkiewnych, coś wyczuwam
wtorkowe-kwartety. Muszę się srogo przygotować, bo kiedyś mi w
końcu powiedzą, że mam znajomości, a ja nie mogę do tego
dopuścić!

nie skarbie - miasz sie przestać smucic Wogole! a nie tylko dzisiaj :)