POCZĄTEK

Jak to zwykle po świętach bywa zaczął się tradycyjny tydzień szkolny. Jak to zwykle w moim przypadku bywa pierwsza lekcja okazała się nieporozumieniem - dwója na wstępie - tak na ochłodzenie stosunków. Jak to zwykle bywa (już po raz trzeci!) nadzieja na pokojowy polski też ujawniła się jako zawodna - pani nie przyjęła moich prac. Dobrze, że zajęcia z historii i próba koją wszystkie nerwy, szczególnie te skołatane...
W ciągu miesiąca czeka mnie dziesięć dni w szkole. To nie jest dużo, a zaległości po takiej przerwie mogą być (i będą) ogromne...

[Ocho, włącza się czerwona lampka - miałam się nie smucić dzisiaj...]

Próba okazała się tradycyjnie wyczerpująca, ale i satysfakcjonująca, nawet moje czterdziesto-pięcio-minutowe spóźnienie okazało się sukcesem... W weekend koniecznie muszę się nauczyć na pamięć tekstów cerkiewnych, coś wyczuwam wtorkowe-kwartety. Muszę się srogo przygotować, bo kiedyś mi w końcu powiedzą, że mam znajomości, a ja nie mogę do tego dopuścić!

KOMENTARZE:

ludwikc | 19 kwietnia 2006, 21:51:18

nie skarbie - miasz sie przestać smucic Wogole! a nie tylko dzisiaj :)

DODAJ KOMENTARZ: